kredo digital

KREDO

Koniec lat 60-tych… to początek… narodziny… ARPANET!
Pierwsza „sieć rozległa” o rozproszonej architekturze i protokole TCP/IP…

Obecnie „inter-network” – MIĘDZYSIEĆ.
Logicznie podłączony w jednolitą całość Twór… doskonały.
„Światowa Pajęczyna” – World Wide Web…

To nie istotne ile tych wcieleń i transformacji było (i będzie).
Odnalazłem To!… INTERNET!
Ekspansja Internetu jest tak błyskawiczna, jak zmieniające się pory roku. Ciągła skalowalność i wielowymiarowość jest niewyobrażalnie piękna i kusząca.

Można nie nadążyć za tym wszystkim… Zginąć w zapętlonej interakcji i dynamie: zer i jedynek…
Rozmyć się w geometrycznej siatce danych.

Prąd różnych myśli mnie przechodzi kiedy uświadamiam sobie własną drobnoustrojowość w tej całej machinie.
Jestem zapewne niejedyną osobą, która odnalazła w tym Cyfrowym Świecie swoją przyszłość.
Bo uwierzyłem w jej pokłady mocy i bezgraniczną złożoność.
Pasjonująca jest wolność i czystość tej technoreligii, uważana przez niektórych za fałszywą i zgubną.

Żyje w czasach, które pozwoliły mi włączyć się w to zjawisko, być jednym z trybików lokomotywy i poczuć jej magię aproksymacji. Jestem w rdzeniu tego wszystkiego, na początkach ekspansji tego wspaniałego tworu.
Błąkam się każdego dnia tunelami Cyberprzestrzeni i zażywam To…
Jestem projektantem.
Dżokejem konsoli.
Programistą…

Badam Jej zakamarki i tajemnice z pasją szaleńca…
Analizuje, szukam odpowiedzi, drąże kod… Tworze.

Za każdym razem jest to inne doznanie.
Za każdym razem nowe.
Buduję gdzieś w odmętach Sieci bezludną wyspę, bo pragnę dryfować po Jej oceanie danych…
Jestem w tej misji odizolowany od rzeczywistości, która zatarła się w powłoce kodu – abym nie musiał wybierać.

Potrzebuję teraz tego jak narkoman heroiny…

Pamiętaj… Kiedy już tam będziesz, nie zapomnij wyjść.

Ja chyba zapomniałem…