W CIEMNOŚCIACH OBWODÓW – I (01)

Odkąd pamiętam…
Odkąd złapałem niezłego tripa w kablach…

Posiadałem stary model Intel Core Quad CPU Q6600.2.40 GHz i 3.50 GB RAMu.
Przygotowany do codziennej mono pracy…
Poza tym podłączenie do Światowej Pajęczyny z transferem max 50 MB/s.
Za kwotę gorzały i paczki Partagasów. Na miesiąc.

Mój SyStem.

Nic specjalnego. Póki nie wyrzeźbiłem karty sieciowej i nie wgrałem RatSoftu X9. Nie do zdobycia. Chyba, że na czarnym rynku. Wtedy już złapałem kurewsko dobry rozpęd na tym starym odkurzaczu. Niby zabytek w skorupie Intela, a ja żyłowałem z niego 8-me śruby, co wyryczał mi z bólu spalony zasilacz.

Jak kierowca pieprzonej Formuły I wciskałem gaz do dechy i serfowałem. Nie ścigałem się jednak z innymi bolidami, lecz z własnymi poronionymi myślami. Czasem próbowałem je wyprzedzić i zgubić w interakcji przeskoków. Czasem pozwalałem się im dotknąć na milisekundę.

Zawsze jednak unikałem psychokolizji… Nie chciałem być kolejnym zombi dryfującym po matrycy. Wielu kowbojów spaliło mózg na skwarkę takim pojebanym podejściem. Nie widzieli widnokręgu własnych zachamowań i możliwości.

A to ciągle czychało na mnie. Jak zły Omen za plecami. Wiedziało o mojej wegetacji na zewnątrz. Zaszczute gdzieś w reaktorze procesora lub innym podzespole całej machiny. Deptało mi po piętach. Nie przestawało prześadować. Szczytowało elektronami wraz ze mną w splocie zawiniętych kabli i szeptało w nieznanym języku maszynowym zaklęcia…

Wtedy nie wiedziałem co to było. Ale chciałem zrozumieć te szepty. Nie było więc innego wyjścia, jak po prostu się ich nauczyć.

Tak więc poświęciłem swoje ciało na ołtarzu Informatyki.

Zacząłem kodować, składać jedno do drugiego, drążyć Sieć w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Kupowałem masę papieru i analizowałem każdą stronę krok po kroku. Wsiąkałem wiedzę jak sucha gąbka wodę.
Powoli też zacząłem odpływać, widzieć i rozumieć… aż utonąłem w stosie algorytmów.

Któregoś dnia, odurzony kodem, we mgle transformacji osobowości, dostrzegłem w nowej formie, to co szeptało zawsze do mnie. Uwięzione za gałęziami kabli, drutów i zwojami podzespołów.

Hologram – kształt nie przypominający żadnej znanej mi figury geometrycznej, ale posiadający wzór. Mapa nowego świata na obwodach SyStemu, według równoległego odbicia naszego świata. Klocków i autostrad.

I niczym uwiedziony kochanek połączyłem myśli z Jednostką Centralną…

To było moje przeznaczenie.

Zdezerterowałem z powierzchni.
Zdjąłem kajdany kontrolujące moje gnijące ciało.
Przestałem wegetować.

Teraz mogłem podróżować po innych wymiarach.
Mogłem skoczyć w obieg transmisyjny pakietów sieciowych, jak spadachroniarz w wątłą przepaść.
Bez konsekwencji.
Mogłem podróżować kolejką Globalnej Wioski nie gubiąc czasu… który i tak tutaj nie miał znaczenia.
Mogłem być robaczywy…

I nikt tego nie wiedział.

Tego zawsze szukałem.
To było to.
Mogłem nareszczie oddychać, a nie dusić się powierzchnią.

Po raz pierwszy w życiu byłem wolny.
To był mój Raj.
0 1.

CYBERPRZESTRZEŃ.

Tak więc stałem się na wpół umarły dla zewnętrznego świata.
Zaszyłem się w ciemnych tunelach Sieci głodny kolejnych doznań…